|
Po jakimś czasie oglądania, kupowania i wzdychania do pięknych noży, nagle stwierdzamy, iż możnaby tak pokusić się o jego własnoręczne wykonanie. Hmm, trochę przeraża bak maszyn, warsztatu, materiałów, narzędzie, ale czy na pewno potrzebujemy wielkiego zaplecza by wykonać nóż?
Postarajmy się spojrzeć na temat od strony osoby,która nie posiada dosłownie niczego. Ma jedynie chęci, trochę czasu iwytrwałości. Załóżmy także, iż nie mamy zamiaru wydać majątku nanarzędzia, a nasz pierwszy nóż ma być wykonany przy pomocy prostych iskutecznych metod. Zawsze przecież możemy przejść etap wyżej i jeżelidłubanie w stali nam się spodoba - dokupywać sukcesywnie potrzebnenarzędzia.
Najpierw miejsce. Oczywiście warsztacik to marzenie, alerównie dobrze możemy na miejsce pracy przeznaczyć praktycznie każdepomieszczenie, byleby tylko było łatwe do posprzątania i aby innidomownicy nie żywili do nas urazy za stwarzany kłopot. Kuchnia czykorytarz to doskonałe miejsca, bo najczęściej nie mamy tam dywanu, więcłatwiej o sprzątanie. Nasz warsztacik ograniczymy do kawałka stołu,powiedzmy 50x50cm. Na takiej powierzchni ze spokojem zrobimy wszystko,co potrzebujemy.Kiedy mamy miejsce, przyda się też coś, na czymś można usiąść orazrobocze ubranie, gdyż zniszczenie odzienia przy tej pracy jest wysoceprawdopodobne.
Teraz skompletujmy narzędzia. Trzeba przejść się donajbliższego sklepu i kupić szlifierką taśmową za około 7500 zł. Beztakiej szlifierki... Nie, nie. To żart oczywiście. Owszem, jeżeli wdomu nie mamy nic, udajemy się do sklepu z narzędziami (najlepiej dowielkiego marketu a'la Praktiker, bo tam dostaniemy wszystko od razu) irobimy małe zakupy.
(więcej o narzędziach knifemaker'a znajdziecie w artykule Jumbo pod tym samym tytułem, link tutaj - przyp. Vince).
Przede wszystkim imadło. Wystarczy najprostsze, byleby byłowytrzymałe i z porządnymi szczękami, wszak materiał, który będziemyobrabiać, nie może się przecież ślizgać. Do wyboru mamy imadłoklasyczne, a także maszynowe. Klasyczne mocujemy na krawędzi stołu, amaszynowe pozwala nam na ułożenie w każdym miejscu.
Kolejnym niezbędnym narzędziem jest dobra piłka do metalu.Najlepiej zakupić brzeszczot z drutu stalowego, obsypany fragmentamiwolframu - spokojnie wytniemy nim to, co chcemy, a jednocześnie niejest on drogi. Oczywiście potrzebujemy też uchwyt do tego brzeszczotu -przecież nie utrzymamy go w gołych rękach.
Kolejna niezbędna rzecz to pilnik. Dobry, ostry i conajważniejsze firmowy pozwoli nam na długą i owocną pracę. Cena dobrejjakości pilnika zaczyna się od granicy 20 zł. Najczęściej starczapilnik płaski o szerokości 20 mm. Przyda się również okrągły o średnicy10 mm i jeżeli chcemy zadbać o dokładność, komplet tzw. iglaków tostali.
Papier ścierny także obowiązkowo nam się przyda. Gradacja od40 w górę (120 pozwoli na ładne wykończenie). Na razie starczy pojednym arkuszu z każdego.
Teraz idziemy do działu z parkietami i tam za groszewybieramy jedną klepkę drewna, z którego zrobimy okładziny. Wyboruoczywiście dokonujemy na podstawie własnego gustu.Pozostaje jeszcze zakup kleju, który połączy nam drewno z metalem. Jesttego na rynku sporo, więc bez problemu wybierzemy coś dobrego.Kupmy jeszcze butelkę terpentyny balsamicznej i białą świeczkę, gdy terzeczy przydadzą się nam do... ale o tym później.
No i tym sposobem mamy właściwie wszystko, co potrzebujemy!! Prawda, że nie jest tego wiele?
Terazmateriał na ostrze. Dla wielu osób tutaj zaczną się schody, jeżeli będąszukać czegoś z wysokiej półki. Ale zaraz, przecież my robimy pierwszyw życiu nóż. Wystarczy nam kupiony na giełdzie staroci stary tasak.Ważne, żeby miał chociaż 2 - 4 mm grubości. Zatem zaczynamy pracę!
Najpierw projekt. Najlepiej na komputerze, bo łatwowprowadzać modyfikacje. W programie Corel Draw lub Photoshop rysujemykształt naszego noża. Jeżeli sami nie umiemy, poprośmy kogoś kto nampomoże - jest to praca dosłownie na kilka minut. Mamy już kształt,który na ekranie wygląda tak:

Długość całego noża wynosi 100 mm, takiobrys drukujemy na drukarce w skali 1:1 i wycinamy nożyczkami.Przykładamy na stal i cienkopisem rysowujemy kształt.Teraz najbardziej trudna, żmudna i bolesna praca. Musimy ten kształtwyciąć z naszej stali.Najlepiej dorysować sobie linie pomocnicze, które ułatwią pracę. Niewycinamy oczywiście idealnie po obwodzie, gdyż nie uda nam się zachowaćwymiaru. Im bliżej będziemy ciąć przy obrysie, tym mniej będziemy mielido zeszlifowania pilnikami.
Jest to naprawdę trudne zadanie i nie raz będziemyprzeklinać pomysł ręcznego robienia noża. Oczywiście można cięciawykonać narzędziami elektrycznymi, choć nie zawsze takimidysponujemy... Po długim, długim czasie, otrzymamy przed sobą zgrubnie obciętą blachę.
Stanowisko posprzątane ze stalowych wiórów, odciskizalepione plastrami. Teraz musimy przy pomocy pilników doprowadzićpowyższy kształt do konkretnego, wyrysowanego przedtem. Jeżeli przezprzypadek zatarł nam się rysunek, musimy go nanieść jeszcze raz.Piłowanie pilnikami jest pracą żmudną, ale jeżeli kupiliśmy dobrepilniki, to szybko zobaczymy efekty.Na rysunku poniżej widać, jaki pilnik użyjemy do zeszlifowaniakonkretnego miejsca
Powoli, bez zbytecznego pośpiechu szlifujemy metaltak, by szlif doszedł do wyrysowanej linii. Jeżeli robiliśmy wszystkodokładnie, powinniśmy otrzymać zamierzony kształt, czyli:
Teraz przy pomocy pilników iglakowych (właściwietylko okrągłego) wypiłowujemy wcięcie, określające długość naszegoostrza. Robimy to dość głęboko (około 1,5 - 2 mm).
Trzeba przyznać, że już zaczyna to przypominać ładnynóż, prawda?Teraz czeka nas dość kłopotliwe zadanie, o ile nie najtrudniejsze dlapoczątkującego "kreatora" noży. Mianowicie musimy nadać szlif ostrza.Jako, iż robimy nóż mały i prosty, zrobimy ostrze ze szlifemjednostronnym, które ja swojsko nazywam "na gładko".Najpierw zaznaczamy pisakiem linię, która ograniczy nam zakresszlifowania. Za wyrysowaną linią warto nakleić kawałek plastra, byprzez przypadek nie wyjechać za nią pilnikiem.
Mocujemy ostrze na płasko w imadle i zaczynamyszlifować. Dobrze jest iglakiem najpierw zaznaczyć linię przy plastrze,by łatwiej było prowadzić płaski pilnik.
Ruch pilnikiem staramy się ograniczyć do ruchuprostopadłego do ostrza. Co kilka ruchów przesuwamy pilnik tak, abyrówno zbierać nadmiar metalu. Ruch pilnika powinien być lekkopółokrągły względem ostrza, tak, by po szlifowaniu, patrząc z przodu nanasz nóż, widzieć kształt zbliżony do poniższego.
Szlifujemy tak długo, aż linia ostrza będzie stanowiła elegancką krawędź już w tej chwili dość ostrą.

No proszę, po trudach piłowania, trzymamy w rękucoś, co z kawałka surowej stali, zamieniło się w nóż! Jeszcze roboczowyglądający, ale mający już nadane ostrze, co więcej, nawet dość ostre.Można śmiało powiedzieć, że najtrudniejsza praca już za nami.Teraz wygładzanie i polerowanie. Oczywiście nie będziemy dążyć dolustrzanej powierzchni, bo potrzeba do tego odpowiednich narzędzi imateriałów. Nam w zupełności wystarczy wypolerowanie do takiego stanu,że nie będą widoczne ślady pilnika i imadła. Warto pamiętać, aby na tymetapie zamocować nóż przez drewniane listewki, które zabezpieczą stalprzed ostrym działaniem szczęk imadła.
Do ręki bierzemy drewniany klocek, nakładamy na niego papierścierny i do pracy! Zaczynamy od gradacji 40, by wstępnie wyrównaćpowierzchnię, a następnie zwiększamy gradację aż do najdrobniejszej,jaką posiadamy. Tutaj przyda się opanowanie i wytrwałość. Im dłużejbędziemy wygładzać nasze ostrze, tym piękniejszy efekt uzyskamy. Jeżelinaprawdę się do tego przyłożymy, pozbędziemy się najdrobniejszychśladów wcześniejszej obróbki. Oczywiście szlifujemy równieżkrawędzie... W tym momencie trzymamy w dłoni pięknie zmatowione ostrze,które ma już prawdziwy kształt noża! Ale zaraz, a okładziny?
No tak, teraz musimy wykonać rękojeść naszego noża,czyli okładziny. Tutaj również wesprzemy się programem graficznym, wktórym zaprojektujemy wstępny ich kształt. Nie można tutaj przesadzić zwielkością, bo nóż będzie wyglądał za topornie.

Wiemy już, jaki kształt powinny mieć okładziny. Znów drukujemy nasz projekt, wycinamy go i przenosimy na drewno.
Znów bierzemy piłkę do ręki i wycinamy kształt,pamiętając, by ciąć za linią, aby można było potem okładki zeszlifowaćdo odpowiedniego wymiaru.Mamy już wycięte okładki, ale teraz musimy je odchudzić. Kładziemyokładziny płasko na papierze ściernym i tak długo szlifujemy, ażotrzymamy pożądaną grubość. W naszym wypadku niech będzie to około 3-4milimetrów.Zeszlifować na gładko należy również powierzchnię która ma "dotykać"metalu, aby jak najdokładniej przylegała do noża.
Teraz bardzo ważna rzecz. Musimy wykończyć na gotowojedną z krawędzi okładek. Jest to krawędź "od ostrza". Jeżeli niezrobimy tego teraz, po przyklejeniu okładzin nie będziemy mieć do nichdostępu. Zatem drobnym papierem ściernym wygładzamy krawędź, nadajemyewentualne ścięcia powierzchni tak, by już nie musieć do nich powracać.Na rysunku poniżej na czerwono mamy zaznaczone, jaka to krawędź.

Okładziny są już pięknie zeszlifowane, więc teraztrzeba je przykleić. Odtłuszczamy metal (np. zmywaczem do paznokci),smarujemy nie za grubą warstwą kleju i przykładamy okładziny. Tutajmusimy uważać, by nadmiar kleju nie wyszedł krawędzią z powyższegorysunku, gdyż ciężko będzie usunąć klej z metalu i drewna pozaschnięciu, stąd jakiekolwiek ślady kleju od razu wycieramy szmatką.Jeszcze mała uwaga co do klejenia - klej musimy dobrać tak, aby naszaspoina była mocna. Jeżeli używamy kleju dwuskładnikowego, bardzouważnie łączymy komponenty w podanych proporcjach i bardzo dokładniemieszamy. Okładziny przyklejamy równo z każdej strony i całość wkładamyw imadło. Teraz czekamy na wyschnięcie.

Klej porządnie wysechł, można zabrać się za dalsząobróbkę.Przez klocki wkręcamy nóż za ostrze w imadło i pilnikiem zbieramynadmiar drewna, aż krawędź okładzin będzie stanowić równą linię zkrawędzią noża. Jeżeli mamy już to zrobione, papierami ściernymigładzimy drewno.
No i mamy swój własnoręcznie zrobiony nóż, choć pozostaje namjeszcze konserwacja drewna. Wykonamy ją w bardzo prosty, ale skutecznysposób.Kruszymy świeczkę na małe kawałeczki i wrzucamy do słoiczka. Zalewamyterpentyną i zakręcamy słoik. Energicznie nim wstrząsamy i czekamy zgodzinkę. Wosk powinien się rozpuścić w terpentynie na tyle, iż całamieszanka nabierze jednolitą konsystencję, któą następnie wcieramyszmatką w drewno. Czynność tą powtarzamy kilkukrotnie, następniepolerujemy okładziny czystą szmatką lub kawałkiem filcu ze starejwkładki do buta. Tym sposobem drewno zostało pięknie zakonserwowane, adodatkowo jego kolor stał się bardziej żywy.
Prawda, że nie było to aż tak ciężkie? Oczywiście tak zrobiony nożyk można na etapie obróbki metalu jeszcze przyozdobić (link do artykułu na ten temat tutaj - przyp. Vince), ale wszystko zależne jest tylko od naszej własnej inwencji.
Życzę sukcesów!!
Powyższy artykuł opublikowany został dzięki uprzejmości i za zgodą autora oraz sklepu Świat Noży. Serdecznie dziękujemy.
|